Jeśliby już tak naprawdę chcieć określić, co można zrobić z przemysłem futrzarskim, żeby stał się bardziej ekologiczny to ani go zostawiać, ani go zakazywać. Przedstawię takie stanowisko, które określa interes polskiego środowiska naturalnego. Jeśli według obrońców zwierząt ta hodowla jest barbarzyństwem dla zwierząt, to ich uwalnianie norek do środowiska jest barbarzyństwem dla polskiej przyrody.
Norka, szop pracz, jenot to zwierzęta, które uciekły z hodowli lub zostały uwolnione, a są niezwykle szkodliwe dla polskiej przyrody. Jeśli nad małym jeziorem lub stawem zamieszka norka, a zawsze było tam pełno życia, to od czasu zamieszkania norki zaczyna owo życie zanikać. Żaby i kumaki co maj rechotały i kumały w roślinności wodnej i od teraz będzie cicho, łyski, kokoszki i inne blaszkodziobe gniazdujące w szuwarach, gdzie mogły obierały terytoria lęgowe, wciąż walcząc między sobą, teraz będą tego stawu unikać. Norka ucieka do naszego środowiska, rozmnaża się i niszczy je. Z powodu jenota zanikają niektóre lokalne populacje ptaków lądowych gniazdujących na ziemi, bo może mogły one wytrzymać presję lisa i kunowatych, ale jenot i szop to już za dużo.
Jeśli coś zmieniać w przemyśle futrzarskim, to zgromadzić wszystkie hodowle gatunków obcych w regionie najbardziej zniszczonym środowiskowo, gdzie straty będą mniejsze, a nie w całym kraju. Poprawić szczelność klatek i dodać inne zabezpieczenia przed uciekaniem zwierząt do środowiska. A tam, gdzie jest cenna przyroda zezwolić na hodowlę jedynie rodzimych gatunków futrzarskich lis, tchórz, łasica, gronostaj, kuna domowa, kuna leśna, wydra, bóbr. Oczywiście jest obecnie problem prawny z ochroną gatunkową i prawem łowieckim obejmującym część z nich, ale lepiej by uciekły w środowisko bobry niż piżmaki i nutrie, lepiej wydry niż norki, lepiej lisy niż jenoty, bo są nasze. A zatem trzeba by dostosować prawo przyrodnicze do tego. Podobnie z innymi dziedzinami, lepiej hodować żubra niż bizona, lepiej polskiego żółwia błotnego na ozdobę w ogrodzie niż czerwonolicego, który jest również bardzo szkodliwy.
To co można poprawić w polskich obrońcach praw zwierząt, to wytłumaczyć im i nauczyć ich, że uwalnianie zwierząt jest szkodliwe, ale nie da się tego zrobić w stosunku do znudzonych dzieciaków bogatych rodziców z dużych miast, którzy chcą się w coś bawić dobroczynnego, ale zbuntowanego. Muszą z tego wyrosnąć.
Sebastian Sobowiec